W Legnicy uratowano 75-latka po pierwszej w szpitalu trombektomii płucnej

W Legnicy uratowano 75-latka po pierwszej w szpitalu trombektomii płucnej

W jednym dniu legniccy lekarze wykonali dwa zabiegi, które jeszcze niedawno kojarzyłyby się z medycyną wysokospecjalistyczną, dostępną tylko w nielicznych ośrodkach. 75-letni pacjent trafił do szpitala po omdleniu i upadku, a szybko okazało się, że największe zagrożenie nie wynikało wyłącznie ze złamanej kości. Najpierw trzeba było odblokować tętnice płucne, dopiero potem zająć się złamaniem kości udowej. To właśnie ta kolejność dała lekarzom szansę, by wyprowadzić chorego z najgroźniejszego stanu.

  • Najpierw zator, potem złamana kość i walka o każdą minutę
  • Zabieg bez otwierania klatki piersiowej dał lekarzom szansę na oddech
  • Ortopedia weszła do gry, gdy stan pacjenta był już stabilny

Najpierw zator, potem złamana kość i walka o każdą minutę

Pacjent stracił przytomność w domu, a upadek zakończył się ciężkim złamaniem przezkrętarzowym kości udowej. Na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym nie skończyło się jednak na zabezpieczeniu urazu. Zespół szybko uruchomił diagnostykę i natrafił na drugi, znacznie groźniejszy problem – masywną zatorowość płucną, która bezpośrednio zagraża życiu.

„Pacjent trafił do SOR w ciężkim stanie” – mówił dr n. med. Krzysztof Klepacki z Oddziału Chirurgii Urazowo–Ortopedycznej.

To właśnie szybkie rozpoznanie okazało się przełomowe. W takich sytuacjach liczą się nie tylko dostęp do badań, ale też doświadczenie i zgranie zespołu, bo objawy potrafią mylić i układać się w obraz kilku różnych problemów naraz. Tu lekarze musieli najpierw znaleźć źródło zagrożenia, a dopiero potem ustawić dalszą ścieżkę leczenia.

Zabieg bez otwierania klatki piersiowej dał lekarzom szansę na oddech

Z SOR pacjent trafił pilnie do Kliniki Kardiologii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy. Tam podjęto decyzję o wykonaniu pierwszej w historii tego szpitala trombektomii płucnej z użyciem systemu Penumbra, czyli przezskórnej mechanicznej aspiracji skrzeplin. W praktyce oznaczało to zabieg bez otwierania klatki piersiowej, przeprowadzony z dostępu przez naczynie żylne w nodze i pod kontrolą RTG.

Procedurę wykonano w sali zabiegowej Radiologii Zabiegowej Dolnośląskiego Centrum Sercowo–Naczyniowego im. prof. Mariana Zembali. W operacji uczestniczyli lek. Mateusz Barycki i lek. Łukasz Furtan, przy merytorycznym wsparciu dr. hab. Adriana Włodarczaka z Kliniki Kardiologii MCZ w Lubinie , a nad całością czuwał też zespół techników i pielęgniarek.

„Masywna zatorowość płucna to stan bezpośrednio zagrażający życiu” – podkreślił dr hab. n. med. Piotr Rola, prof. PWr, kierownik Kliniki Kardiologii.

Efekt przyszedł szybko. Po usunięciu materiału zatorowego udało się przywrócić prawidłowy przepływ krwi przez płuca, a parametry krążeniowo–oddechowe pacjenta się ustabilizowały. To otworzyło drogę do kolejnego etapu, bo dopiero wtedy można było bezpiecznie wrócić do leczenia ortopedycznego.

Ortopedia weszła do gry, gdy stan pacjenta był już stabilny

Po konsylium wielospecjalistycznym zapadła decyzja o operacyjnym leczeniu złamania kości udowej. Tym razem zespół ortopedów sięgnął po system stabilizacji śródszpikowej Gamma 4, czyli rozwiązanie najnowszej generacji, dostępne w nielicznych ośrodkach w Polsce. Zastosowany implant był tytanowy, a sam zabieg miał małoinwazyjny charakter i odbył się pod kontrolą RTG.

Operację przeprowadzili lek. Kamil Woźniak i lek. Jakub Stępowski, przy udziale zespołu pielęgniarskiego oraz anestezjologów kierowanych przez lek. Jerzego Sorokę. Według lekarzy taka metoda stabilizacji daje mocne zespolenie odłamów kostnych, ogranicza utratę krwi i pozwala szybciej uruchomić pacjenta.

„Umożliwia on pionizację pacjenta już następnego dnia po operacji” – zaznaczył dr n. med. Lesław Trubisz, lekarz kierujący Oddziałem Chirurgii Urazowo–Ortopedycznej.

W całej historii szczególnie wyraźnie widać jedno – bez sprawnej współpracy SOR, kardiologii, ortopedii i anestezjologii ten wynik nie byłby możliwy. Sam zabieg to tylko finał dłuższego łańcucha decyzji, które musiały zapaść błyskawicznie i bez chwili zawahania.

„To przykład modelowej współpracy wielu zespołów medycznych” – ocenił Rafał Gałuszka, zastępca dyrektora ds. lecznictwa i lekarz kierujący Oddziałem Anestezjologii i Intensywnej Terapii.

Dla legnickiego szpitala to nie tylko pojedynczy sukces, ale też sygnał, że w jednym miejscu można dziś wykonać procedury z najwyższej półki – od interwencji ratującej życie po precyzyjną stabilizację złamania. Dla pacjenta najważniejsze było jednak coś prostszego: że z każdej z tych prób wyszedł żywy.

na podstawie: Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Legnicy.